Szkolenie samodzielne - kontrowersyjny temat. Latanie nie musi być drogie.

Awatar użytkownika
Marek Siekirka
Posty: 41
Rejestracja: ndz lip 23, 2017 1:06 pm
Lokalizacja: Ostrów Wlkp.
Kontakt:

Szkolenie samodzielne - kontrowersyjny temat. Latanie nie musi być drogie.

Post autor: Marek Siekirka » pn wrz 30, 2019 8:13 pm

Od pierwszego mojego kontaktu z lotnictwem mam w sobie taką wewnętrzną złość na CENNIK. Złość i bunt.
Czy lotnictwo musi być drogie?
Jeśli chodzi o dostępność i ceny motolotni i samolotów - dwadzieścia kilka lat temu, gdy zaczynałem latać, sytuacja była znacznie trudniejsza, niż dzisiaj. Może nie wszyscy się ze mną zgodzą, ale chyba większość przyzna, że dziś jesteśmy trochę majętniejsi, a i latadełka ( używane, ale 100 % sprawne) są tańsze, a jak się dobrze poszuka, wręcz całkiem przyzwoicie tanie.
A teraz ta najbardziej kontrowersyjna kwestia - szkolenie samodzielne.
Bez cienia wątpliwości przyznaję, że szkolenie na 2 sterze, z instruktorem jest o niebo lepsze, łatwiejsze i bezpieczniejsze, ale trochę na przekór, a trochę z konieczności wybrałem tę trudniejszą drogę.
Gdy zaczynałem, moja wiedza o lataniu była bardzo mizerna. Nie chciałem tak całkiem ryzykować, więc na początek wybrałem najtańszą opcję - kurs szybowcowy. W tamtym czasie marzyłem o lataniu własną motolotnią.
Skończyłem kurs, polatałem jeszcze kolejny sezon szybowcami, wylaszowałem kilka typów, bo mi się spodobało. Następnie kupiłem motolotnię w trakcie budowy. Prosta, tania i jak się potem potwierdziło, bezpieczna konstrukcja.
Popełniłem błąd, bo zabrałem się za próby latania bez zdobycia dostatecznej wiedzy o właściwościach i pilotażu motolotni. Zapłaciłem za to nieprzygotowanie 2 drobnymi incydentami. Na szczęście skrzydło wiele wybaczało, a i konstrukcja była naprawdę solidna.
Udało się z motolotnia, powinno się udać z wiatrakowcem.
Tym razem przygotowałem się naprawdę solidnie. Przeczytałem i nauczyłem się wszystkiego, co było dostępne, na czele z instrukcją samodzielnej nauki latania wiatrakowcem. Polatałem z kolegami. Kupiłem może nie najtańszy, ale bardzo poprawny i bezpieczny wiatrakowiec. Szkolenie w/g instrukcji przebiegło gładko i bez przykrych niespodzianek.
Mój wiatrakowiec nie ma owiewki i niczego, co chroni przed warunkami atmosferycznymi, a ja nie jestem hardkorowcem i nie lubię latać, gdy jest mi zimno. Dobry kombinezon, rękawice, buty i dobry kask zapewniają w miarę skuteczną ochronę, ale na chłodniejsze dni zdecydowanie wolę zamkniętą kabinę. Wciąż też wracałem myślami do szybowców.
Jakiś czas zajęło mi wybranie odpowiedniego samolotu, bo najpierw myślałem o samolocie. Potem wyszukanie właściwego egzemplarza za odpowiednio niewielkie pieniądze i udało się.
Kupiłem motoszybowiec. Czeski Straton D7. Zarejestrowany, ubezpieczony z aktualnym przeglądem technicznym.
Zrobiłem z instruktorem kilka lotów "zapoznawczych" szybowcami w aeroklubie.
Instruktor zafascynował się tym motoszybowcem, a że ma m.in. czeskie uprawnienia chętnie sprawdził w locie Stratona. Zaopatrzony w jego uwagi, rady i podpowiedzi, po kilku przejazdach po pasie startowym poleciałem Stratonem. Start i lot nie sprawił żadnych niespodzianek. Lądowanie było najtrudniejsze, bo doświadczenie z wiatrakowca w tym przypadku nic nie pomogło. Podobnie, jak pierwsza próba lądowania wiatrakowcem, lądowanie motoszybowcem skończyło się odejściem na drugi krąg. Dałem jednak radę. Odświeżyłem nieco zapomniane nawyki z latania szybowcami.
Aktualnie latam w "San Escobar", bo tam nie wymagają uprawnień, ale już robię czeską licencję na ultralajty.
Gdy się umie latać, zdobycie licencji jest znacznie tańsze.

Dlaczego piszę o tym wszystkim?
Nie dlatego, że uważam legalny polski kurs pilotażu za niepotrzebny, ale pomijając fakt, że jest on trochę przereklamowany, jako NIEZBĘDNY, jest po prostu za drogi, zbyt czasochłonny i zbyt skomplikowany.
Jeśli nigdy niczym nie latałeś samodzielnie i zaczynasz od wymagającego samolotu, 30-40 godzin szkolenia może być mało, ale jeśli radzisz sobie jakimś sprzętem, przejście na inny typ jest znacznie łatwiejsze. Warunek - nie może to być od razu motka o bardzo wymagającym skrzydle, ani samolot z dość wysoką prędkością minimalną.
Coś, co lata 50 km/h i nie przepada, jest odpowiednie na samodzielny początek.

Kolega-pilot rzucił kiedyś taką swoją uwagę : jest dużo ludzi chcących latać, ale ich chcenie kończy się na marzeniach o samolocie 2 osobowym, latającym 200 km/h i na utyskiwaniu na CENY.
Część chętnych zorientowawszy się ile to kosztuje odpuszcza sobie, a tylko nieliczni w Polsce mają dość pieniędzy i samozaparcia, by latać. Polska w porównaniu do Czech to lotnicza pustynia.
Wkurza mnie to.

Awatar użytkownika
Ryszard Lewandowski
Site Admin
Posty: 307
Rejestracja: czw lip 20, 2017 7:27 am
Lokalizacja: Warszawa, EPNC
Kontakt:

Re: Szkolenie samodzielne - kontrowersyjny temat. Latanie nie musi być drogie.

Post autor: Ryszard Lewandowski » wt paź 01, 2019 8:10 am

Marku - ciekawa opinia. Jako, że dobrze mieć różne spojrzenia na temat - kilka słów z mojej strony - jak to jest teraz modne stwierdzać - ad vocem Twojej opinii.

Od mniej więcej 2 lat nasi koledzy z UK zafascynowali się subcategory 70kg i jak grzyby po deszczu powstaja tam konstrukcje, które spełniają wymogi tej regulacji. Jak wiemy - jedna z jej cech - jest możliwość latania - właściwie bez szkolenia (w przeciwieństwie do kategorii SSDR - co jest często mylone). Producenci idąc za popytem błyskawicznie stworzyli kilka ciekawych konstrukcji i za całkiem rozsądne pieniądze oferują je klientom. Miałem możliwość rozmawiania na ten temat z jednym z producentów, Benem Ashmanem - konstruktorem min. motolotni Dragonfly czy nowej PeeBee - właśnie w subcategory 70kg. W bardzo krótkim czasie - wszyscy producencji oferujący te motolotnie w UK zmodyfikowali oferty. W ramach ceny zakupu oferują... podstawowe szkolenie latania na tym sprzęcie. Biorąc pod uwagę budowę, typy skrzydeł itd. są one przeznaczone do latania w raczej spokojniejszych warunkach - z niewielkimi prędkościami. Przy takich założeniach uznali, że proste szkolenie wystarczy. Co ciekawe - co najmniej dwaj z producentów, z którymi rozmawiałem - nie sprzedadzą tej motolotni, jeżeli nie będą pewni, że kupujący... nie zrobi sobie krzywdy. Nie wchodząc w szczegóły... ta zmiana w podejściu (oferowanie w ramach ceny skróconego szkolenia) jest oczywiście efektem kilku niezbyt szczęśliwych wydarzeń osób (bo nie pilotów), które na początku próbowały się z tym prostym sprzętem.

Może nieco przydługi przykład ale... z pewnością latania można nauczyć się samemu. Korzystając z różnych materiałów, podręczników itd. sporo można sie nauczyć. Latanie jednak wymaga wyrobienia w sobie wielu nawyków, specyficznej motoryki - często sprzecznej z tym co podpowiada nam intuicja (niech rękę podniesie ten pilot, który w trakcie szkolenia, trenując wyłączenie silnika tuż po starcie - w pierwszej chwili nie oddał sterownicy - zamiast zabezpieczyć błyskawicznie prędkość). Dobry instruktor, który widzi i rozumie nasze błędy i potrafi je skutecznie w naszej głowie poprawić to wartość trudna do przecenienia. Dodatkowo, z instruktorem możemy więcej. Trudno mi sobie wyobrazić, żebym sam - bez szkolenia z instruktorem zdecydował się gdzieś tam kiedyś dawno kiedy zaczynałem latać na zrobienie przeciągnięcia w locie na wprost czy w zakręcie. Najzwyczajniej w świecie bałbym się, że z tego motolotni nie wyprowadzę. Z instruktorem za plecami, w trakcie szkolenia robiłem to ponad godzinę, aż mi się zrobiło niedobrze :) Doskonale to pamiętam. Pamiętam też, jak kilka lat później w dużej termice - już w sposób niezamierzony - w sporym zakręcie przeciągnąłem skrzydło. Szybko i bez problemów z tego wyszedłem. Nawet nie za bardzo zrobiło to na mnie wrażenie.

Pójdę nawet dalej - szkolić się u dobrych instruktorów powinniśmy właściwie ciągle. Koledzy piloci latający na PPLkach w Aeroklubach mają swoje coroczne KWT (kontrola wiadomości teoretycznych) i KTP (kontrola techniki pilotażu). W UK - chociaż nie ma takich wymogów - analogiczne rozwiązania - szczególnie w zakresie praktyki są niejako przez samych pilotów wdrażane. Według mnie - doskonały pomysł. Sam latam już bardzo długo i mam w logbooku sporo godzin na motolotni. W tym sezonie - trochę zazdroszcząc kolegom z UK - namówiłem Alka - mojego instruktora, który uczył mnie kilkanaście lat temu - na coś w rodzaju KTP. Nie lataliśmy przy bezwietrznej pogodzie ale prawie godzinę robiliśmy kręgi przy wietrze do 12m/s i sporej termice. Koledzy samolociarze, którzy stali pod hangarem - zanim wyprowadziłem motolotnię - stwierdzili, że to pogoda tylko na wiatrakowiec. Jeden z nich dwa razy się upewniał czy będziemy teraz latać motolotnią i właściwie do momentu uruchomienia silnika - nie wierzył. Mimo tego, że mam spore doświadczenie to taki lot byl dla mnie bardzo cenny. Kilka drobnych uwag, kilka "smaczków" w technice latania, demonstracja jak można inaczej... Szczególnie cenne w takim "KTP" jest to, że instruktor może wychwycić drobne niepożądane nawyki, których przez lata nabieramy. W moim przypadku było to: "za bardzo ufasz silnikowi". Rzeczywiscie - latając też samolotem - chcąc lądować krótko - zacząłem lądować bardziej płasko. Sam... nigdy bym na to nie zwrócił uwagi...

Podsumowując te moje przydługie wywody. Samodzielna nauka latania jest na pewno możliwa. Nie jestem przekonany czy to na pewno ścieżka najlepsza, a na pewno nie dla każdego. Ja np. bym się bał zaczynać przygodę z lataniem bez dobrego szkolenia - z natury nie przepadam za zbyt dużym ryzykiem. Dobre szkolenie to wbrew pozorom droga trochę na skróty. "Lepiej się uczyć na błędach innych" - niż testować wytrzymałość konstrukcji. Trudno mi sobie wyobrazić, żebym latając bez szkolenia nabył tych wszystkich umiejętności. A już na pewno zabrało by to zdecydowanie więcej czasu i zapewne kosztowało sporo dodatkowych napraw (i to w optymistycznym podejściu...). Generalnie rozważanie szkolenia wyłącznie w kwestii kosztów - i to samego szkolenia nie jest chyba też właściwe. Znowu wrócę do UK. Tam mikrolotami lata absolutnie cały przekrój społeczeństwa. Jest tam masa pilotów, którzy nawet na nasze warunki nie są zamożni - a szkolenie u nich jest ponad dwa razy droższe. Nieco rozciągając w czasie, wykorzystując częściowo własny sprzęt mimo znaczących kosztów korzystają ze szkolenia. W Polsce mamy już sporo instruktorów. Jest konkurencja, a ceny od wielu lat się nie zmieniają. Każdy z nas ma pojęcie o kosztach utrzymania jakie są z lataniem związane. Biorąc to wszystko pod uwagę koszt szkolenia nie jawi się jako największy "hamulcowy" - nawet w naszym mikrolotowym lataniu.
Ryszard Lewandowski
SP-MIAU
Jazz, R912, Stratus-P17

Awatar użytkownika
Marek Siekirka
Posty: 41
Rejestracja: ndz lip 23, 2017 1:06 pm
Lokalizacja: Ostrów Wlkp.
Kontakt:

Re: Szkolenie samodzielne - kontrowersyjny temat. Latanie nie musi być drogie.

Post autor: Marek Siekirka » ndz paź 06, 2019 10:00 pm

Dyskutować z Twoimi argumentami byłoby zupełnie nierozsądne. Wręcz głupie. Tak, Ryszard, masz całkowitą rację. Szkolenie z instruktorem z całą pewnością jest bezpieczniejsze, szybsze i dużo więcej się osiągnie.

Pisząc ten post chciałem odczarować trochę mit "jedynie słusznej drogi".

Czuję odpowiedzialność za słowa, które piszę, bo nie chcę zachęcić kogoś niewłaściwego do wzięcia ze mnie przykładu.
Przypomnę, że nim rozpocząłem samodzielne szkolenie (motolotnią, wiatrakowcem i motoszybowcem) miałem za sobą ukończone solidne szkolenie szybowcowe w aeroklubie i 3 sezony doskonalenia umiejętności pilotażu. To duże ułatwienie. Szkolenie samodzielne wymaga znacznie więcej, niż szkolenie z instruktorem. Trzeba sporo się nauczyć i przede wszystkim wiedzieć i rozumieć to, co się robi w trakcie szkolenia.
Jedyne "mniej", jakie tu zachodzi, dotyczy wydanych pieniędzy (o ile nie zdarzy się coś złego).

W Czechach w jednej kategorii uprawnień na ultralajty mieszczą się samoloty i motoszybowce. Można wyszkolić się na motoszybowcu Straton D8 (2 osobowy) i potem bez formalnego zdobywania osobnej licencji można przesiąść się na dowolne latadło w kategorii ultralight. W Polsce to osobne licencje.
Jest coś na rzeczy, że Polski program szkolenia i polskie przepisy są zbyt rygorystyczne.

Druga ważna kwestia zaznaczona w tytule - "Latanie nie musi być drogie" dotyczy tego czym się lata (i za ile).
Jeśli nie jest się nastawionym na osiągi i "wypas", można naprawdę tanio kupić coś odpowiedniego do latania rekreacyjnego.
Od 3 tygodni latam swoim Stratonem i wciąż nie mogę uwierzyć, że coś tak przyjemnego, poprawnego i łatwego w pilotażu można kupić za tak niewielkie pieniądze.
Latanie naprawdę nie musi być drogie.

ODPOWIEDZ